ADVERTISEMENTS

Liverpool wygwizdany na Anfield, Chelsea przełamuje serię porażek

W słoneczne popołudnie na Anfield fani Liverpoolu chcieli oglądać dalszy ciąg męczarni Chelsea, która po sześciu kolejnych porażkach zaczęła oddalać się od strefy pucharowej. Miejscowi chcieli z kolei przypieczętować swoje miejsce w Lidze Mistrzów 2026/27.

Sprawdź szczegóły meczu Liverpool – Chelsea

Początek zdecydowanie wskazywał na gospodarzy, którym udało się objąć prowadzenie przy jednym z pierwszych podejść. Po upływie pięciu minut Rio Ngumoha z lewej dograł do Gravenbercha, a ten z ponad 17 metrów przymierzył, otwierając wynik. Jorgensen sięgnął końcami palców i chyba mógł nieco lepiej rzucić się do tego kąśliwego uderzenia.

Po 11 minutach mogło być 2:0, tyle że Virgil van Dijk nie zdecydował się na główkę, a strzał nogą. Piłka skozłowała i wyszła poza światło bramki. Mocny kwadrans nie przyniósł pójścia za ciosem, a wręcz przeciwnie – Liverpool stanął, oddając inicjatywę. Gdyby Chelsea docisnęła mocniej, mogłaby liczyć na konkrety.

Dopiero w 28. minucie doczekaliśmy się próby Marca Cucurelli, którego zatrzymał Giorgi Mamardaszwili. Golkiper dał się jednak zaskoczyć w 35. minucie. Wyglądająca wciąż blado Chelsea zdobyła wyrównującego gola po sprytnym strzale Enzo Fernandeza. Obrona LFC spodziewała się, że ktoś przetnie piłkę, a ta weszła do bramki przy samym słupku.

The Blues mogli prowadzić jeszcze przed przerwą, jednak Mamardaszwili zatrzymał szarżę Enzo wybiciem przed siebie. Obrona Liverpoolu pozostawiała wiele do życzenia i tuż po przerwie potwierdzili to goście. W 49. minucie Cucurella dostał doskonałą prostopadłą piłkę ze środka boiska, odegrał do środka, a tam po serii odbić dopadł do niej Cole Palmer i huknął na 2:1.

The Reds mieli sporo szczęścia, że czupryna Hiszpana wystawała za linię spalonego. Gol nie został uznany, lecz wkrótce ten sam los spotkał gospodarzy. W 58. minucie Szoboszlai wrzucał piłkę Curtis Jones wbił ją do siatki, jednak pośredniczący między nimi Cody Gakpo wyraźnie spalił i wynik ani drgnął.

Przy coraz cichszych trybunach Anfield Liverpool bił głową w mur. Dość powiedzieć, że Szoboszlai huknął w 71. minucie potężnie w słupek, a kilka minut po nim Van Dijk obił poprzeczkę. Mimo to o żadnej z drużyn nie można powiedzieć, że po przerwie grała wielkie zawody, częściowo usprawiedliwiając ujście atmosfery z widowni.

Przesilenie mogło przyjść w 89. minucie, gdy Chelsea domagała się rzutu karnego i wydaje się, że miała ku temu podstawy. Analiza VAR nie dała gościom satysfakcji. Doliczony czas nie przyniósł rozstrzygnięcia, co oznaczało pożegnanie gwizdami obu ekip. Dla Chelsea to wprawdzie przełamanie, ale strefa pucharowa wciąż jest za wysoko. 

Autres nouvelles